Słyszeliście kiedyś wyrażenie "nikt nie jest idealny"? Oczywiście, że tak, wszyscy słyszeli i wszyscy w to wierzą. Ale moja siostra, Giselle, jest cholernie blisko. Giselle Burkley. To nie tylko kolejna siedemnastoletnia dziewczyna. Jest oszałamiająca, może mieć każdego faceta, praktycznie rządzi szkołą, do której chodzi, a wszyscy traktują ją jak jakąś boginię. Ale nie ja. Jestem jej o rok młodszą siostrą, Emily, która próbuje sobie znaleźć miejsce na tym świecie. Kiedy rodzice mieli już Giselle myśleli, że ich życie jest idealne. Pomyśleli, że drugi raz też im się poszczęści i chcieli kolejne dziecko z nadzieją, że będzie jak jego siostra. Nie byłam. Byłam łysa, ważyłam prawie trzy kilo i miałam straszliwe szarozielone oczy. Nie byłam najcudowniejszą osobą do oglądania. Dorastałam będąc nieustannie porównywana przez rodziców do Giselle. Kiedy ona wygrywała konkursy i grała główne rokle w szkolnych przedstawieniach, ja siedziałam z tyłu i patrzyłam. Dojrzałyśmy i nic się nie zmieniło.
Mieszkaliśmy w ośmiu miastach do czasu, gdy skończyłam 10 lat i nie miałam żadnych przyjaciół, bo jestem raczej nieśmiała. Jeśli chodzi o Giselle, to nie marnowała czasu na rozmawianie z nikim, tylko od razu stawała się najpopularniejsza na swoim roczniku. Giselle zawsze miała dobry humor i same A na świadectwie, podczas gdy ja byłam przeciętną uczennicą marzącą o tym, aby pewnego dnia szkoła spłonęła.
Chłopcy. Ulubiony temat Giselle. Zawsze kogoś miała i NIGDY nie została rzucona. To zawsze ona zostawiała facetów i dlatego miała taki dobry humor. Chociaż nie miała powodu.
Ja nigdy się nie zakochałam. Gdybym to zrobiła, moja siostra natychmiast robiłaby do niego słodkie oczy.
Teraz mieszkamy w Chicago, gdzie przeprowadziliśmy się parę dni temu. Szkoła, do której mamy chodzić nazywa się Rivington High. Jak zwykle Giselle była podniecona, a ja przestraszona, bo zajęcia zaczynały się już jutro.
Rodzice. Mama była zawsze zajęta zwracaniem uwagi na siostrę, więc wychodziło na to, że przez jakąś połowę czasu w ogóle nie istniałam. Smutne, wiem. Tata od czasu do czasu wspomniał, że jestem "ładna". Poza tym był zbyt zajęty chwaleniem się Giselle przed kolegami z pracy i każdym innym ojcem, który chciał go słuchać.
Nigdy nie sprzeciwiałam się rodzicom. Jasne, nie podobało mi się, że nie słuchali co do nich mówię, ale teoretycznie znaczyło to więcej prywatności dla mnie, a mniej dla Giselle. Ale prywatność nie była dla niej problemem. Rodzice ufali Giselle w każdej sprawie. Jeśli chciała przespać się z jakimś nieznajomym w obskurnym motelu, proszę bardzo! Ja z kolei nie mogłam pójść do sklepu bez opieki. Tato zawsze powtarzał, że ja mam "ciemny" wygląd po nim, a Giselle po mamie urodę "kalifornijskiej dziewczyny". Cieszyłam się z tego, bo nie bardzo chciałam mieć blond włosów i jasnoniebieskich oczu. Zupełnie podobały mi się moje brązowe włosy i szarozielone oczy.
Moja siostra i ja mamy dokładnie tą samą figurę, chociaż ludziom wydaje się inaczej, bo noszę przez cały czas luźne ciuchy. Z kolei Giselle doskonale WIE, że ma idealne ciało i zawsze powtarza: "Chwal się tym, co masz!". Robi to, nosząc minispódniczki i topy na ramiączkach 24/7. Nawet jej piżama jest na pokaz. Koniec końców, chociaż jest tylko o rok starsza, światu robi to ogromną róźnicę.