Opadłam na łóżko, wściekła na siebie.
Nie powinnam była na niego krzyczeć. Czemu jestem taka opóźniona? Mimo, że go tak nie lubię, nie powinnam była krzyczeć. Nikt nie zasługuje na takie coś. Myślałam tak beznadziejnie, wgapiając się w sufit. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - powiedziałam monotonnym głosem. Narcyza wetknęła do środka głowę.
- Obiad za 15 minut. Nie martw się o ciuchy, faceci wyszli - powiedziała. Pokiwałam głową i dalej gapiłam się w sufit. Narcyza zatrzymała się na moment, po czym weszła do środka.
- Czy coś się dzieje między tobą a Draconem? - spytała nagle nie owijając w bawełnę. Zerknęłam na nią.
- Co? Coś poza tym, że jest draniem i że go nienawidzę? Nic o tym nie wiem - wyznałam szczerze, zaskoczona swoją odwagą.
- Ach. Przepraszam...
- A ja przepraszam, że wychowywałaś takiego dupka. Życie z nim musi być piekłem - naskoczyłam. Te słowa, które padły, zdawały się nie pochodzić ode mnie. One same wyskoczyły. Szczęka Narcyzy opadła ze zdumienia; była zaskoczona moją złośliwością.
- Co w ciebie wstąpiło, panno Brown? - spytała gniewnie.
- Draco dziedziczy - wyrzuciłam z siebie, obracając się do niej plecami.
- Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię! - zażądała Narcyza.
- Cokolwiek,
Cysiu - wykrztusiłam. Narcyza parsknęła i wyszła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Leżałam na łóżku zadziwiona swoim zachowaniem, ale nie żałowałam. Chwilę później do pokoju wpadła moja mama.
- Co w ciebie wstąpiło, młoda damo? Odzywać się tak do Narcyzy i obrażać Dracona, który jest miłym młodym mężczyzną - prawie wrzasnęła. Na słowa 'Dracona' i 'miły młody mężczyzna' w tym samym zdaniu parsknęłam histerycznym śmiechem.
- Uroczym... młodym... mężczyzną? - szepnęłam, ocierając łzy z oczu.
- Tak! - nakazująco potwierdziła mama.
- Żartujesz. Albo mówimy o innym Draconie - odpowiedziałam niedowierzająco.
- Holly! PRZEPROSISZ Narcyzę na obiedzie ALBO powiem twojemu ojcu, co mówiłaś - zaszantażowała matka. Na wspomnienie ojca natychmiast się skuliłam.
- Tak, matko - powiedziałam cicho. Matka się zrelaksowała.
- Co zmusiło cię, żeby mówić takie rzeczy? - spytała, a ja wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem - przyznałam jej. Matka spojrzała na mnie podejrzliwie i wyszła z pokoju wzdychając głośno. Szybko przeczesałam włosy i załozyłam czystą koszulkę. Zbiegając po schodach nie patrzyłam, gdzie idę i potknęłam się, upadając z ostatnich 10 stopni. Leżałam na plecach z zamkniętymi oczami i wcale nie miałam ochoty wstawać.
~Spojrzenie Dracona~
Ciało Holly leżało rozłozone u stóp schodów, a ja natychmiast spanikowałem, ale postarałem się zachować spokój.
- Holly? - spytałem, ale nie odpowiedziałam. Postarałem się nie zbiegać ze schodów, ale i tak to zrobiłem i natychmiast przy niej uklękłem.
- Holly! - powtórzyłem glosniej, nachylając się nad nią. Nagle nasze twarze znalazły się bardzo blisko siebie i czułem jej ciepły oddech na policzkach. Nagle otworzyła szeroko oczy i odepchnęła mnie.
- O, przepraszam! - jęknęła, kiedy upadłem, lądując na tyłku. Zerknąłem na nią.
- Co tgy, do diabła, robisz leżąc na dole schodów? - spytałem, wstając i nie podając jej ręki. Podniosła się sama.
- Upadłam i.. nie chciałam wstawać - wyjaśniła, zawstydzona.
- Nie jestem zaskoczony, leniwcu - naskoczyłem, oblukowując ją z góry do dołu. Holly spusciła wzrok na buty.
- Tak - zgodziła się.
Czemu ona się zawsze ze mną zgadza?, zastanawiałem się, ale wzruszyłem tylko ramionami i przeszedłem obok niej do jadalni.
Holly grzebała tylko w swoim talerzu, jak zwykle. Po każdej kolejnej minucie jej matka rzucała jej coraz więcej wymownych spojrzeń, a dziewczyna była coraz bardziej cicha i skryta. W końcu, gdy skończyliśmy jeść, Holly wstała.
- Narcyzo, chciałam przeprosić za moje zachowanie i uwagi - wyszeptałam wpatrując się w stół. Za mną matka parsknęła.
- Powinno ci być przykro! Wszystkie te okropne rzeczy, które powiedziałaś o moim Draconie! - powiedziała dobijająco, a ja podniosłem głowę.
- Co powiedziałaś? - spytałem ostro.
~Holly~
Głowa Dracona podniosła się na odpowiedź jego matki.
- Co powiedziałaś? - spytał ostro.
CHOLERA, pomyślałam zadziwiona moim pechem. Bo, jak mocno chciałam temu zaprzeczać, ciągle coś do niego czułam, nawet jeśli on tego nie odwzajemniał.
- Co powiedziałaś? - powtórzył ciszej, ale chłodniej.
- Powiedziałam, że jesteś dupkiem i że cię nienawidzę, bo jeseś paskudny - wyszeptałam ledwo słyszalnie.
- Aha - odpowiedział Draco. Moja matka i Narcyza wydawały się zszokowane jego spokojną reakcja. Zauważyłam to. Czyżby błysk poczucia winy, gdy znowu na mnie spojrzał?
- Czy mogę odejść? - spytał Draco. Matka przytaknęła i wskazała mi, że też powinnam już iść. Wstałam i powoli wyszłam za nim, zapewne żądnym zemsty. Chwycił mnie za włosy i zaciągnął do góry.
- Jestem dupkiem, tak? - spytał ostro, potrząsając mną.
- N-nie.. - odpowiedziałam słabo, a Draco zaśmiał się bezlitośnie.
- Draco, puść mnie, proszę! - błagałam.
- Nie masz szans - wyrzucił, znowu mną potrząsając i ciągnąc wyżej na balkon na trzecim piętrze.
- D-d-draco, co robisz? - wyjąkałam. On tylko rzucił mi mordercze spojrzenie i złapał mnie za kostki, po czym wywiesił poza barierkę.
- DRACO! - wrzasnęłam, kieyd puścił jedną z moich nóg. On tylko parsknął.
- Podoba ci się? - spytał znudzonym tonem.
- NIE! - pisnęłam, próbując desperacko wyrwać się na tyle, żeby złapać barierkę.
- Oj, oj, oj. Nic takiego! - pokręcił głową Draco. Puścił moją drugą nogę na tyle, żebym opadła parę cali, po czym złapał znowu.
- Draco, proszę, podnieś mnie z powrotem - błagałam ze łzami w oczach.
- Jestem draniem? I nienawidzisz mnie? - spytał tonem szantażysty.
- Nie, oczywiście, że nie! - zaprzeczyłam ze łzami płynącymi po czole.
- Nie lubię ŁEZ, Holly - syknął Draco. Próbowałam się pozbierać na tyle, na ile to było możliwe. Tak mocno, jak walczyłam, żeby się opanować, łzy uparcie leciały. Łzy strachu, bólu i straconej nadziei.
- Nie. Lubię. Łez! - krzyknął Draco, akcentując każde słowo potrząśnięciem mojego ciała.
- Przestań - wyszeptałam, zastanawiając się, gdzie była moja matka, podczas gdy ja wisiałam wywieszona za balkon na trzecim piętrze przez 'uroczego młodego mężczyznę'. Draco milczał przez moment, po czym przestał mnie bujać. Miałam cichą nadzieję, że może wciągnie mnie z powrotem. Nigdy bym już o nim słowa nie powiedziała, gdyby to zrobił.
- Dobra, przestanę - powiedział w końcu.
I puścił. Przez moment zamarłam i czekałam, aż złapie mnie z powrotem.
Nie zrobił tego. Czas jakby zwolnił, kiedy leciałam głową w dół prosto na trawnik. Uderzyłam w niego jakby w zwolnionym tempie, najpierw ramiona z głuchym trzaskiem, potem żebra, który parę także pękło. Biodra i nogi upadły z głuchym tąpinięciem. Leżałam tak, patrząc się na zszokowaną twarz Dracona. Zupełnie jakby nie chciał, żebym spadła. Jakby myślał, że będę po prostu wisiała w powietrzu. Wszystko dookoła zamazało się i już po raz drugi przez Dracona, wpadłam w bezdenną otchłań ciemności.
- Holly? Słyszysz mnie? - ostry szept Dracona przepłynął przez mój mózg i otworzyłam oczy. Zobaczyłam dwie lodowe góry nad sobą.
- Dupek - wyszeptałam i skuliłam się, spodziewając uderzenia.
- W porządku? - spytał, ignorując moją uwagę. Złapałam swój sarkazm, a jednocześnie myślałam, że to nie najlepszy na niego moment.
- Mam chyba połamanych parę żeber - powiedziałam cicho, a on zmarszczył brwi.
- Skąd wiesz - spytał niepewnie.
- Słyszałam, jak się łamią - jęknęłam, tracąc już do niego cierpliwość.
- Aha - odpowiedział niezbyt mądrze.
- Zanieś mnie do środka - poprosiłam go cicho. Draco przycisnął mocno rękę do moich ust. Ugryzłam go w nią. Drgnął, ale nie zabrał dłoni. Gryzłam go dalej, robiąc to coraz mocniej.
- Nie mogę, bo nasze matki mnie zabiją. A potem wskrzeszą, żeby nasi ojcowie mogli się ze mną rozprawić - rzucił. Miałam ochotę krzyczeć. Martwił się o swój tyłek, podczas gdy ja leżałam na ziemi cała połamana. W każdej innej sytuacji nie winiłabym go, bo znałam swoich rodziców. ALE ON ZRZUCIŁ MNIE Z BALKONU! CZEGO ON SIĘ SPODZIEWAŁ?! Zdjął dłoń z moich ust, oglądając znaki zostawione przez moje zęby. Wzięłam parę głębszych oddechów, policzyłam do dziesięciu.
- Spadłam - powiedziałam. Draco spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Spadłam z balkonu. Właśnie byłeś na spacerze i mnie znalazłeś. A teraz zanieś mnie do środka, do cholery! - zażądałam z zamiarem powiedzenia matce całej prawdy i tak. Draco podniósł mnie, zupełnie bez gracji. Ścisnął mi żebra, aż jęknęłam cicho. Wchodząc przez drzwi, zahaczył moim ramieniem o framugę i ukłucie bólu zamroczyło mnie na moment. Prawie znowu zemdlałam, nim doniósł mnie do kuchni. Usłyszałam histeryczny pisk mamy.
- Draco! Co jej się stało? - piszczała.
- Spadła z balkonu. Właśnie przechodziłem i ją znalazłem - powiedział chłopak bez zająknięcia.
- DObrze. Połóż ją na kanapie - zażądziła moja matka sceptycznie. Draco ułozył mnie delikatnie - był taki uroczy przy naszych rodzicach! Matka wyszeptała leczące zaklęcie, aż mogłam otworzyć oczy bez bólu. Matka i Narcyza pochylały się nade mną, ale nigdzie nie widziałam Dracona.
- Holly! Wszystko w porządku? - spytała Narcyza, a ja drgnęłam na jej głos.
- Nie - wyszeptałam.
- Co się stało, skarbie? - spytała matka.
- Żebra - powiedziałam. Rzuciła na mnie więcej leczących zaklęć, podczas gdy Narcyza udała się do kuchni, żeby wykonać eliksir leczący.
- Co się stało? - spytała ponownie matka. Oczywiście, że nie uwierzyła Draconowi. Czas na wyznanie prawdy i załatwienie Draconowi dupy. Dupy, która puściła mnie na ziemię z balkonu na trzecim piętrze. Udałam spazm bólu i zamknęłam oczy, by dać sobie chwilę na pomyślenie.
Tak, obraziłam go. Ale zrzucił mnie z balkonu! MOcniej go obraziłam w bibliotece, a tak się nie zezłościł. No, może i tak, ale to musiało go wściec do końca. Ale czy zasłużyłam sobie na takie torturowanie? Nie. W każdym razie, Draco nie zasłużył na bycie torturowanym przez naszych rodziców. Grr, mózg mnie boli. Poczułam pulsujący ból głowy.
- Przechylałam się mocno przez barierkę na jednym z balkonów. Coś głośno ryknęło za moimi plecami i przestraszyłam się i wypadłam. Draco chyba przechodził czy coś i mnie znalazł - wytłumaczyłam ostrym szeptem. Matka patrzyła na mnie sceptycznie, ale uwierzyła i zaczęła wlewać ochydny wywar Narcyzy do mojego gardła. Szybko połknęłam i natychmiast poczułam się lepiej. Ból prawie całkowicie zniknął i wiedziałam, że do jutra będzie już dobrze.
- Dziękuję. Mogę iść do siebie? - spytałam.
- Tak. Zawołam Dracona, żeby cię zaniósł - odparła matka. Twarz chłopaka pojawiła się nade mną i podskoczyłam lekko.
- Złap za kark - nakazał, a ja posłuchałam. Podniósł mnie bez problemu i wyszedł z salonu. Niósł mnie jakbym była porcelanową lalką, która może się rozbić.
I nie mógł mnie tak nieść, jak umierałam z bólu?! pomyślałam, opierając głowę na jego ramieniu. Zamknęłam oczy. Draco chyba pomyslał, że zasnęłam.
- Przepraszam, Holly - wyszeptał, a ja zmusiłam się do nieotwierania oczu. On... przeprosił?
- Ja tak... naskoczyłem. Jestem ci tyle winien, kryłaś mnie po tym wypadku. Nie wiem, co sobie myślałem. Że nie spadniesz? Nie jestem pewien. Ale nie zasługujesz na to - przerwał, żeby otworzyć kopniakiem drzwi do pokoju. Położył mnie na łóżku i westchnął.
- Przepraszam, Holly. A jeśli mnie słyszysz, to zapomnij że tak gadałem - dodał, zupełnie jakby wiedział, że wcale nie śpię. A potem znowu, jakby myślał, że śpię, nachylił się i pocałował mnie delikatnie w usta. Potem wyszedł z pokoju, a ja leżałam na łóżku z zamkniętymi oczami, powoli odpływając do krainy marzeń. Zastanawiałam się, jakie on może brać prochy, że ma wahania nastrojów godne rannego słonia.
skomentuj (5)